Dom w cenie mieszkania, budowa w tydzień? Brzmi jak marzenie inwestora i nie lada wyzwanie dla projektanta. Jak poradzili sobie z tym zadaniem architekci i zarazem inwestorzy – Maria Rauch i Tomasz Żemojcin, autorzy „domu z klocków”?

Dom stanął na wsi w Małopolsce i ma 50 m2 – dokładnie tyle, ile poprzednie mieszkanie architektów. Chcieli mieszkać poza miastem, w budynku wkomponowanym w otoczenie, prostym, wykonanym z naturalnych materiałów. Nie interesowała ich jednak klasyczna inwestycja – z metrażem „na zapas dla przyszłego pokolenia”, z garażem, poddaszem, z wielodniowym stawianiem murów. Chodziło o dom w cenie mieszkania, który można zrealizować w najkrótszym możliwym czasie. Gotowy obiekt wzbudził spore zainteresowanie – okazało się, że tak budować i tak mieszkać chce wiele osób. W odpowiedzi para architektów stworzyła alternatywny dla popularnych katalogowców projekt „domu z klocków” w trzech rozmiarach: 50, 75 i 100 m2, z dachem płaskim (zielonym) lub dwuspadowym oraz z możliwością wprowadzenia drobnych zmian. Propozycja architektów obejmuje również nadzór nad budową, a dom oddany może być w stanie deweloperskim lub pod klucz.

 

Ten własny, od którego wszystko się zaczęło, powstał w technologii szkieletu drewnianego z sosnowego drewna KVH – odpowiednio suszonego, klejonego, certyfikowanego, mogącego przenosić spore obciążenia. Ściany i stropy wykonano z prefabrykatów, ściany działowe – z płyt wielkoformatowych CLT. Wykończenie ścian zewnętrznych wewnątrz domu i stropu to z kolei świerkowe płyty wielkoformatowe Nowatop. W projekcie został zastosowany jeszcze jeden materiał drewniany – belki z ultralamu, dzięki którym można było ograniczyć liczbę słupów i zastosować większe rozpiętości. Z resztek paneli CLT po wykonaniu ścian działowych stworzono blaty kuchenne, w salonie – półki na książki, a w łazience zabudowa wanny i toalety. Wszystko zabezpieczono olejem lekko bielącym.

 

 

Projekt powstawał około pół roku, przygotowanie prefabrykatów to kolejne trzy miesiące. Wszystkie elementy, docięte i poskładane, przyjechały na miejsce inwestycji w dwóch ciężarówkach, a następnie przy pomocy dźwigu złożono je w jeden dzień. Fundamenty zostały wylane wcześniej w postaci dwunastu słupów żelbetowych – z uwagi na pochyły teren i założenie ewentualnej późniejszej rozbudowy.

Izolację wewnątrz elementów prefabrykowanych wykonano z wełny drzewnej Steico, zaś do ogrzewania i wentylacji budynku służą trzy systemy. Ten najprostszy to koza opalana drewnem. Drugi to pompa ciepła powietrze-powietrze (mająca zarówno funkcję grzania, jak i chłodzenia). Ostatni – obecnie jeszcze w trakcie instalowania – to wentylacja mechaniczna z rekuperacją. Wszystkie te systemy działają wymiennie i zapewniają mieszkańcom duży komfort latem i zimą.

Żeby zabezpieczyć dom o tak dużych połaciach okien przed przegrzewaniem, zaprojektowano poziome, drewniane żaluzje od strony południowej. Ciekawym rozwiązaniem jest jedno z okien: nie ma ono ram – zestawy szyb zespolonych zamontowane zostały za pośrednictwem odpowiednich uszczelek we wcześniej przygotowanych profilach z drewna klejonego.

 

Architekci deklarują, że ważna jest dla nich troska o środowisko. Co to znaczy w przypadku „domu z klocków”? W naszym projekcie obyło się prawie całkowicie bez mokrych i ciężkich prac typu wykuwanie ścian pod instalacje. Staraliśmy się unikać elementów typu tynki cementowo-wapienne, gładzie, kafelki czy kleje. Dzięki temu oszczędziliśmy dużo energii, a wszystko odbyło się w krótszym czasie – podsumowuje architekt. Dodaje, że panele drewniane CLT spełniają najbardziej rygorystyczne normy ekologiczne.

Płyty klejone są przy użyciu bezpiecznych dla środowiska klejów wolnych od formaldehydu, których udział w panelu stanowi mniej niż 1% całości. Ściany wykonane w tej technologii są otwarte dyfuzyjnie, czyli oddychające, regulują poziom wilgoci. Przesunięcia fazowe wewnątrz płyt skutecznie zapobiegają przegrzewaniu się, panele mają zdolność do magazynowania ciepła zimą oraz chronienia domu przed przegrzaniem w okresie letnim. Cechuje je nieprzepuszczalność powierzchniowa, co pozwala minimalizować straty energetyczne powodowane nieszczelnościami.

 

Do podgrzewania wody będą służyć kolektory słoneczne, a do spłukiwania toalet można wykorzystywać deszczówkę. Gospodarze rozważają nawet podłączenie pralki do tego systemu. Drewno zostało pokryte olejem. Jak mówią, nie spodziewali się aż tak dobrych rezultatów: Olej zapewnia wystarczającą ochronę, drewno nie jest narażone na wilgoć, materiał dalej oddycha, nie brudzi się tak, jak przypuszczaliśmy. Mało tego, kiedyś zaplamiliśmy blat ostrą papryką i obawialiśmy się, że z tą plamą będziemy mieszkali już zawsze, lecz po paru dniach się zmyła – dodaje Tomasz Żemojcin.

Pytani, czy w trakcie użytkowania ujawniły się jakieś wady, które poprawiliby, projektując dom już na zlecenie klienta, odpowiadają, że być może teraz, kiedy wiedzą jak praktyczną warstwą ochronną jest olej, którego użyli do pokrycia ścian, użyliby go również do malowania podłogi zamiast lakieru. Innych wad nie widać.

Artykuł został opublikowany w wydaniu "Architektura od wnętrza" (Wydawnictwo: Architektura Murator) nr 2, listopad 2016. 
Zobacz jak prezentował się w prasie i pobierz PDF. Pobierz cały numer - tutaj. 
Tekst: Agnieszka Rasmus-Zgorzelska
Zdjęcia: Agnieszka Majewska 

 

Pin It on Pinterest

Share This

Share This

Share this post with your friends!