Przeczytałam setki stron internetowych małych firm, oferujących lokalne usługi. Niektóre z nich nosiły wyraźne znamiona metody kopiuj – wklej. Ale wiele tekstów wyszło spod ręki profesjonalnych copywriterów. Były poprawne. Czytało się je szybko i gładko. Mogłyby się znaleźć dosłownie na KAŻDEJ stronie – każdego projektanta wnętrz, każdej kosmetyczki, każdej trenerki i każdego coacha. Nic nie zostawało po nich w głowie.
Podejście, które proponuję to radykalny indywidualizm i odwaga pokazywania siebie.
– tak o Autentycznym Copywriting’u pisze na swojej stronie Ania Piwowarska.

Bardzo podobnie jest z projektowaniem domów i ich wnętrz. Metoda kopiuj wklej nie działa. Wzorowanie się na sprawdzonych czy nawet topowych rozwiązaniach z magazynów wnętrzarskich – też nie. Byłam w wielu „poprawnie zaprojektowanych” czy „modnych” wnętrzach, które były zwyczajnie nijakie. Działa za to odwaga pokazywania siebie. Projektowanie szyte na miarę potrzeb i mówienie o sobie własnym a nie cudzym językiem. I cały czas mówię o architekturze, żeby nie było wątpliwości ;)

Podziwiam Anię i to co robi. Ucieszyłam się, kiedy zgodziła się wziąć udział w projekcie Stolica pod lupą, który w roku 2014 zrealizowałam dzięki Stypendium M.St. Warszawa. Ania, mimo, że krakowianka, napisała jedną z historii o Stolicy. Przeczytasz ją tutaj. A zilustrowaną zobaczysz w Zeszycie spacerowym szlakiem warszawskich detali i drobiazgów – o tu.

Jakaż niezwykła była moja radość, kiedy Ania zaproponowała mi zacytowanie fragmentów naszej rozmowy, w książce którą właśnie pisała. Mówiłyśmy o autentyczności w projektowaniu i pisaniu.


Poniżej cytuję całość rozmowy jaką przeprowadziłyśmy w grudniu 2014 roku.

ANIA PIWOWARSKA: Co przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz autentyczność / autentyczność w biznesie?

MARIA RAUCH (czyli ja, prawda ;): Nieudawanie kogoś innego, bycie sobą, pokazywanie siebie, tego co się lubi, a co nie, mówienie o tym co jest dla nas ważne, jakimi zasadami się kierujemy w życiu i w biznesie (tu i tu – nie jesteśmy przecież dwiema różnymi osobami). Mam przyjemność pracować z grupą super fajnych ludzi – projektantów i architektów. Temat autentyczności, zarówno w kontakcie z klientem jak i w projektowaniu jest dla nas bardzo ważny. W  zeszłym roku przeprowadziliśmy ponad setkę wywiadów z osobami, które bardzo szczerze odpowiedziały nam na pytania: czego oczekują od projektanta, jakie są ich wyobrażenia na temat udanej współpracy z architektem, a jakie są ich obawy.  <klik – link do ankiety >

Odpowiedzi na te pytania utwierdziły nas w przekonaniu, że autentyczność w kontakcie z klientem to podstawa. I żadna, nawet najbardziej profesjonalna dokumentacja projektowa, która jednak jest tylko stertą papierków tego nie zastąpi.

Podstawową obawą ze strony ludzi jest to, że ich potrzeby nie zostaną wysłuchane, pewne rozwiązania będą im narzucone lub zwyczajnie, że nie znajdą wspólnego języka z architektem. Udana współpraca na linii projektant – klient opiera się zatem na zaufaniu. A Autentyczność to jej fundament (że się tak posłużę bardzo architektonicznym porównaniem:)

AP: Co przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz nazwę autentyczny copywriting?

MR: Pisanie o sobie w sposób autentyczny, prawdziwy, bez ściemy i własnym językiem, stylem. Nieudawanie kogoś kim się nie jest. Niewchodzenie w czyjeś buty, garniturek, mundurek. Pisanie prosto z serca…

AP: Kiedy pierwszy raz zetknęłaś się z ideą autentyczności w pisaniu i biznesie? W jakich okolicznościach?

MR: Pamiętam Twoje Ania zajęcia w latającej szkole. Tam czytaliśmy serię tekstów “o mnie” – takich “a’la profesjonalnych” i takich z “serc płynących”. Te drugie – zostawały w pamięci na dłużej. Na takie strony miało się ochotę wejść i zostać na dłużej, poznać i zobaczyć czym się zajmuje taka osoba. Pierwsze nie zostawały w głowie ani na chwilę, ulatywały nawet tak podstawowe informacje jak: co to była za branża?

Pamiętam najgorszy tekst – bo był akurat przykładem z mojej branży. Brzmiał mniej więcej tak: Jesteśmy profesjonalnym biurem architektonicznym, z wieloletnim doświadczeniem. Każdego z klientów traktujemy indywidualnie a do każdego zlecenia podchodzimy z należytą uwagą… (bla bla bla – to jest straaaszne pomyślałam) I to – niestety jest tekst, który ma na swojej stronie 90% biur architektonicznych. Niczym się niewyróżniający. Bo przecież wiadomo, że każdy jest profesjonalny i ma doświadczenie. I, że tak o sobie chce myśleć. Nuda. Nuda. Nuda. 

AP: Co sobie wtedy pomyślałaś?

MR: Pomyślałam, że nie chcę takiego tekstu na mojej stronie. Zrozumiałam wówczas, że tak często chowamy się za swoim “wykształceniem, doświadczeniem, czy profesjonalizmem”, bo tak jest bezpieczniej. Tylko, że to są wytarte hasła. I na nikim nie robią wrażenia. Nie pokazujemy siebie takim jakim jesteśmy, bo to wymaga więcej odwagi. Trzeba się odrobinę odsłonić. A my boimy się odsłaniać.
I żeby było jasne “o mnie” na mojej nowej stronie zaczynam właśnie od  informacji na temat doświadczenia i wykształcenia. To ważna informacja plus mam wiele powodów, żeby czuć się z nią dobrze. Napisałam ją tak, żeby się nieco do niej “uśmiechnąć”. Bo przecież to nie jestem też cała ja. <klik – moje o mnie na stronie >

tumblr_neho2dltsc1sbleuco1_1280

AP: Czy zetknięcie z budowaniem swoich przekazów w sposób autentyczny, pisaniem o sobie, pokazywaniem siebie w tekstach lub ogólnie podejściem, które stosuję, wpłynęło na Twój sposób myślenia o Twojej stronie, Twoim wizerunku w internecie, Twoich tekstach?

MR: Tak. Bardzo. Przestałam się bać, że to co napiszę, nie będzie “odpowiednie” dla wszystkich. Zrozumiałam, że nie musi takie być. Tekst “o mnie” jednych odstraszy, innych przyciągnie. I to jest OK. Zakładam, że obie strony – i ja i klient – pragniemy tego samego – udanej współpracy. Dużo większą szansę na taką właśnie współpracę mamy, kiedy będziemy się dobrze rozumieć i mówić podobnym językiem. Strona na której pokazujemy siebie – to taka wstępna selekcja, oszczędzony czas, zarówno dla nas, jak i dla klienta.

Nie jestem zupą pomidorową, żeby wszyscy mnie lubili – tak jak mówiłaś – to hasło klucz. W budowaniu własnej firmy i w kontaktach międzyludzkich – w ogóle.

AP: Czy i w jaki sposób idea autentyczności wpływa obecnie na Twoje życie i Twoją działalność?

MR: Pracuję razem z Tomkiem – moim mężem, też architektem. Nasza współpraca jest bardzo udana. Nie oznacza to jednak, że robimy wszystko razem, przeciwnie każdy z nas robi odrobinę co innego. Jesteśmy różnymi osobami. Projektowanie ma swoje różne etapy. Bierzemy na siebie te, w których czujemy się najlepiej. Nie próbujemy być alfą i omegą, dzięki temu dobrze się uzupełniamy – my i osoby z którymi współpracujemy. I to jest dla nas autentyczne.

Pracujemy w dość nietypowym miejscu. W Starym Młynie w Zabierzowie, gdzie stworzyliśmy miejsce do pracy dla siebie i dla innych w formie co-workingu. Nie jest to biuro idealnie odpicowane i prawdopodobnie nigdy nie będzie i zdajemy sobie sprawę, że nie jest to odpowiednie miejsce dla każdego.  Dla nas jest autentyczne i stworzone w poszanowaniu autentyczności miejsca – starego młyna.  Kochamy każdą dziurę i rysę w ścianie tego obiektu To nasz poligon doświadczalny i warsztat do eksperymentowania i prototypowania. Tylko tu możemy pracować zarówno za biurkiem, jak i w hamaku, na dachu i nad rzeką. Wszędzie tam gdzie mamy WI-FI i komputer pod ręką. To było dla nas priorytetem i  taki – zmienny – styl pracy nam odpowiada. Dla nas to jest ok. Jest autentyczne.

Dlaczego o tym mówię? Bo to, jak pracujemy czy mieszkamy, to również sposób wyrażania siebie. W sposób autentyczny lub nie. Mocno wierzę w to, że to w jakim wnętrzu przebywamy na co dzień ma na nas ogromy wpływ. I powinno nam służyć. Wspierać nas.

Pracuj i mieszkaj w miejscu, które jest takie jak ty. Takie jak lubisz. Dopasowane do twoich potrzeb. Mówiące twoim językiem. Nie staraj się dociągnąć do nie swoich standardów. Twoje mieszkanie nie musi się podobać sąsiadowi, ani twojej teściowej. To ty masz się w nim czuć dobrze. Nie kieruj się modą, trendami lub tym, “że tak robią inni”, nie pozwól sobie narzucić gotowych rozwiązań – nawet przez architekta. On nie jest wszechwiedzący i nie posiada wiedzy w zakresie tego “co lubisz” a czego nie. Musisz mu o tym powiedzieć. A on powinien to zawsze brać pod uwagę – w pierwszej kolejności. Wkładając w projekt całą swoja wiedzę, serce i umiejętności.

Często spotykam osoby, które mieszkają w warunkach tymczasowych. Ta tymczasowość trwa niekiedy lata. Problem narasta. I o zmianę coraz trudniej. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze – trochę boimy się zmian. A po drugie – chcemy dokonać najlepszego wyboru a jednocześnie zrobić tak, żeby było “na lata”. Co często stoi ze sobą w sprzeczności.  Najlepszy wybór na dziś dzień nie jest tym co najlepsze dla nas na jutro. Nasze potrzeby ewoluują. Nasz styl życia się zmienia w miarę upływu czasu. Zmieniamy się my i nasze mieszkanie też ma prawo do zmian. To naturalne. I nie chodzi mi tu o diametralną zmianę wystroju wnętrza co kilka lat. Bynajmniej. To mogłoby poważnie nadwyrężyć nasz budżet. Chodzi o chęć i gotowość na małą zmianę.

Pierwsze spotkanie ze mną polega często na wybraniu trzech małych zmian – tak aby mieszkało nam się lepiej. Nie wszystko na raz. Po pierwszych trzech zmianach jedni klienci nabierają apetytu na kolejne. Inni mają potrzebę chwilę odpocząć lub przyzwyczaić się do zmian. Każdy ma swoje tempo. Remont to nie maraton. Wszystko w swoim czasie. Na wszystko musi przyjść dobry czas.

Prowadzę też warsztaty z projektowania – podczas których prototypujemy przestrzenie do mieszkania. Robimy to na luzie i z humorem. Chodzi o to, aby zacząć myśleć o swoim domu tak jakby to była moja “zabawka do mieszkania”. Taka w której czuje się dobrze i którą mogę zmieniać i dostosowywać do swoich potrzeb. Takie podejście do tematu – w formie zabawy – sprawia, że stajemy się bardziej kreatywni.  Podczas warsztatów – uczestnicy poznają swoje potrzeby i przekładają je na wnętrze swojego domu czy mieszkania. Prototypowanie przestrzeni to takie  przymierzanie się do własnych pomysłów. Wykonujemy modele, dzięki czemu widzimy co działa a co nie, co można ulepszyć, co zmienić a co sprawdza się doskonale.

To trochę jak przymierzanie ubrań, póki sami się w coś nie ubierzemy, nie wiemy czy będziemy czuć się się w tym dobrze i czy to do nas pasuje. Być może na kimś innym “ta sukienka” wygląda świetnie, ale mi ona nie pasuje. Tak samo jest z projektem. Projekt to pomysł. Trzeba sprawdzić czy “jest nam z nim do twarzy”. :)

Autentyczność w ubiorze to też sposób wyrażania siebie. Żeby być dobrze ubranym wcale nie trzeba ubierać się w drogich sklepach. Można wyszukiwać “perełki” w second-handach, albo szyć swoje ubrania i dzięki temu mieć swój styl. Nie pomoże tu podglądanie zdjęć gwiazd na czerwonym dywanie i próba kopiowania ich. To kwestia autentyczności – znowu. I pozwolenia sobie na bycie sobą.

Tak samo jest z mieszkaniem. Drogie materiały i projekt nieuszyty na naszą miarę – nie załatwią sprawy. W takim mieszkaniu będziemy się czuli jak w nieswoim ubraniu. Będzie nas uwierało. Nie będziemy sobą.

K O N I E C (a właśnie, że nie, bo jak w każdej bajce z księżniczkami jest jeszcze happy end :) – czytaj poniżej!


ksiazka-Autentycznosc-Przyciaga-1024x683
„Autentyczność Przyciąga” – książka Ani została wydana w 2015 roku i stała się absolutnym bestsellerem Empiku. Ekstra? No pewnie, że tak!
Ania pewnie planuje już kolejne publikacje a w międzyczasie żegluje po morzach i oceanach i prowadzi warsztaty online o tym jak pisać o sobie w sposób autentyczny. Po szczegóły zaglądnij na stronę Ani – tutaj.

Pin It on Pinterest

Share This

Share This

Share this post with your friends!