Wyobraź sobie, że architekt, z którym pracujesz, przypomina raczej lekarza czy terapeutę. Swoje biuro nazywa poradnią. Na pierwszym spotkaniu, zamiast zarzucać cię pytaniami o metraż i funkcje, pyta o to, co ci doskwiera i jak lubisz spędzać czas wolny. Czujesz, że dzięki takiej konsultacji poprawia się jakość twojego życia. A twój dom z dnia na dzień zaczyna mówić spójnym językiem i wspierać twoją codzienność.

A teraz wpisz w googlach hasło Rodolfo Livingston.

Taki architekt naprawdę istnieje!

Argentyński projektant specjalizuje się w niewielkich metamorfozach i remontach, dzięki którym usuwa z życia swoich klientów – pacjentów niedogodności, na które cierpią. Jest autorem ponad 4000 drobnych uzdrowień domów oraz wnętrz, które zakończyły się wielkim sukcesem – jeśli za miarę sukcesu uznamy poprawę jakości ludzkiego życia. Autor książki “Chirurgia Domów”.

Livingston porównuje się do architekta-lekarza, który odwiedza pacjenta w domu i uważnie go wysłuchuje. Bezpośredni kontakt pozwala mu skupić się na konkretnym problemie i uruchomić skuteczne leczenie. Działa zgodnie z potrzebami życia codziennego – koncentrując się na przemyślanych rozwiązaniach, uszczęśliwianiu rodziny. Uwzględnia potrzeby każdego domownika, nawet czworonogów – na rysunku poniżej widzimy “perroducto”- podziemne przejście dla psa łączące ogród i front domu, bez konieczności przechodzenia przez dom. :)

psi tunel pod domem – projekt i źródło zdjęcia – Rodolfo Livingston, estudiolivingston

Livingston dąży do tego, by ludzie z radością obcowali ze swoją przestrzenią. Nie tworzy architektury efekciarskiej, która ma szokować czy powalić odbiorcę na kolana. Posiada pokorę i wytycza granice, skupiając się na realnych celach i możliwościach. O sobie mówi:

“Moim celem nie jest odnalezienie lekarstwa na raka. Posługuję się doświadczeniem i wyobraźnią, by leczyć najlepiej jak się da drobne złamania, kolki czy ból gardła.”

 

Sami często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak oddziałuje na nas organizacja przestrzeni, w której się poruszamy. To, czym się otaczamy i w jaki sposób przebiegają nasze codzienne rytuały ma odzwierciedlenie w naszym samopoczuciu. Bo czy nie jest przyjemnie obudzić się w wygodnym łóżku, w przytulnej sypialni, przejść do przestrzennej łazienki, a potem zjeść śniadanie przy ulubionym, drewnianym stole w jasnej, dobrze zorganizowanej kuchni z widokiem na ogród? Taki poranek gwarantuje zastrzyk energii na cały dzień.

Zdarza się jednak, że coś podświadomie nam przeszkadza: ściana, która wiecznie stoi nam na drodze, za mały blat w kuchni, i ten samogenerujący się bałagan… Czasem mała zmiana może pomóc odzyskać nam tę utraconą przestrzeń i pozwolić na swobodne świętowanie każdego dnia. I to właśnie jest rola architekta – odnaleźć to co nas krępuje, zoptymalizować przestrzeń i oddać nam swobodę ruchu. By było to możliwe, potrzebna jest trafna diagnoza. Architekt działa jak lekarz, który po szczegółowym wywiadzie ze swoim pacjentem planuje dla niego indywidualną terapię.

Takie podejście do pracy z klientem, pełne empatii, wsłuchania się w potrzeby jest często żmudnym, ale opłacalnym procesem. Wiem to, bo sama stosuje takie podejście w mojej poradni architektonicznej, gdzie usługi dopasowane są do różnych zapotrzebowań. Nie zawsze projekt – w rozumieniu dokumentacji projektowej – jest niezbędny. Czasami wystarcza trafna porada, wskazanie podobnych rozwiązań, zaproponowanie drobnych zmian… A czym dla ciebie jest dobry projekt?

współpraca: Ania Pelczar (nasza tajna agentka z architektury szytej na miarę od Feng Shui i hiszpańskiego), która na potrzeby tego artykułu przetłumaczyła książkę “Cirugía de casas” Rodolfo Livingston’a.
źródło zdjęcia (drugie od góry): Rodolfo Livingston, estudiolivingston

Pin It on Pinterest

Share This