Budzę się i pierwsze co widzę za oknem to łąka. Wstaję z łóżka i boso wychodzę na drewniany taras. Czuję rześki chłód poranka i przyjemny dotyk drewna pod stopami. Niewielki taras przy sypialni powstał jako pierwszy. Tomek złożył go własnoręcznie ze starych palet, zaraz po tym jak zamieszkaliśmy na swoim. Zanim jeszcze mieliśmy w domu prysznic. Nikt nas tu nie mógł podglądać, więc braliśmy kąpiel prosto ze szlaucha – jak na wakacjach. W tamtym czasie taras wydawał nam się pilniejszy niż wanna i inne wygody. I tak jest nadal. Taras to dla nas przedłużenie domu. Dodatkowy pokój pod chmurką. Wybudowaliśmy już kolejny. Z desek. Duży. Ponad 30 m3. Prawie tak duży jak nasz dom.

Jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałam, że to jak żyjemy i pracujemy ma swoją nazwę – slow architecture. Może to Cię zaskoczy, ale jako architekt nie mam swojego ulubionego stylu. Zawsze ważniejsze od tego, jak dom wygląda z zewnątrz, było dla mnie to, jak czujemy się w nim od wewnątrz. Jak wygląda jego codzienność? Co widać przez okno w kuchni a co w sypialni? Czy dom i jego mieszkańcy pasują do siebie? Czy lubią się na wzajem?

Slow architecture nie narzuca tego, jak powinien wyglądać budynek. Wykazuje jedynie troskę o to, aby był wpisany w otoczenie. A jego otoczenie to zarówno krajobraz zewnętrzny, jak i jego mieszkańcy. To symbioza architektury i stylu życia. Jak każda idea slow, włącza się w generalną tendencję protestu przeciwko przyspieszeniu współczesnego świata. Ma wymiar zatrzymania w biegu spraw codziennych i skupienia się na tu i teraz. Co za tym idzie, ceni sobie wartości takie jak: ekologia, minimalizm i prostota.

Pojęcia te obecnie są często nadużywane. Ale slow architecture sięga w nie głęboko i wyławia z nich to, co dla mnie najcenniejsze.

Ekologia. Wpisanie w krajobraz. Używanie lokalnych materiałów. Zdrowych i naturalnych. Takich, które nam służą. Bez zbędnego przywiązania do ciężkiej, niekiedy jak kotwica, tradycji. Z otwartością na nowe. Dom ekologiczny nie musi być glinianą lepianką. Ani drewnianym domem z bala. Dziś mamy możliwość korzystania z technologii na miarę XXI wieku. Slow łączy je z zasadami zrównoważonego rozwoju. Bez zbędnego naszpikowania technologicznymi gadżetami. Wszystko w zakresie zdrowego rozsądku i dostępności. Z naciskiem na to, żeby było ekonomicznie. I mądrze. Panele słoneczne. Geotermalny system wymiany ciepła. Materiały energooszczędne. Materiały z odzysku… Dlaczego nie być dobrym dla środowiska i jednocześnie nie obniżyć rachunków za prąd w tym samym czasie?

Reasumując: Slow architecture to czerpanie z tradycji, ale i korzystanie ze współczesnych udogodnień. Ekologia to też ekonomia, lokalność i dostępność materiałów.


Minimalizm.
 Obecnie bardzo modne słowo. Są ludzie, którzy dbają o to, żeby mieć 100 rzeczy. Są też tacy, którzy mają ich jedynie 50. W moim odczuciu nie o ilość tu chodzi, ale o fakt, żeby nie być ich niewolnikiem. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Bo czy ten kto ma 49 rzeczy jest lepszy od tego który posiada ich 232? To nie są zawody. Po prostu, gdy mamy mniej rzeczy (gratów – nie bójmy się użyć tego słowa), zaczynamy zauważać więcej wokół siebie. Życie staje się prostsze. Przestrzeń jaśniejsza. Porządek – łatwiejszy do utrzymania. Odblokowana energia zaczyna płynąć – jak mówią w kulturze Wschodu. Na przedmioty, które często i z chęcią używamy, znajdujemy specjalne miejsca w naszym domu. Odnosimy się do nich z szacunkiem. Obdarzamy troską. Naprawiamy. Po to, aby służyły nam jak najdłużej. Jeśli czegoś nie używamy – oddajemy, sprzedajemy, wyrzucamy. Bez zbędnego gromadzenia. W myśl zasady kochaj ludzi, używaj rzeczy – nie odwrotnie.

Reasumując: Minimalizm serca. Połączenie funkcjonalności (mam rzeczy, których używam) i szacunku do przedmiotów, które posiadam (lubię, naprawiam, mam dla nich specjalne miejsce).


Prostota.
Architektura nie musi już krzyczeć, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie musi być szokująca ani spektakularna. Wystarczy, że jest dobrej jakości. Co ja mówię. Najlepszej! Jak dobry szwajcarski zegarek czy stylowa torebka. Kto ma się poznać, ten się pozna. Tylko właściwie kto ma się poznać? Bo wcale nie środowisko architektów. Ani sąsiad. Ani teściowie czy znajomi. Tylko my – jej użytkownicy. Ci, który znają ją najlepiej. Na co dzień. Domy i wnętrza dostosowane w 100% do naszych potrzeb są wygodne i komfortowe. Wspierają nas i nasze relacje. To domy na miarę naszych marzeń, ale i możliwości.

Reasumując: Domy marzeń. Ale nie domy, które błyszczą. Domy na miarę naszych potrzeb i możliwości. 


Jaka w tym wszystkim jest rola architekta?

Architekt jest przewodnikiem po świecie technologicznych nowinek i ekologicznych materiałów. Pomaga rozeznać się w tym, co jest potrzebą, a co przemijającą modą. Nie narzuca swojej wizji. Nie jest wszechwiedzący. Słucha. Bada. Obserwuje. Nie stara się stworzyć wiekopomnego dzieła. Nie kieruje się swoim ego. Chce jak najlepiej odpowiedzieć na potrzeby swojego klienta. Czasami spełnić jego zachcianki – wkładając w to całą swoją wiedzę i umiejętności. Czasami powiedzieć – stop – mając na względzie możliwości (również finansowe) klienta. Czuje się odpowiedzialny za cały proces. Architekt, który chce tworzyć architekturę w duchu slow, spędza wiele godzin na badaniu kontekstu i warunków panujących w terenie, nawet przez cały rok. A także na poznaniu potrzeb psychologicznych klienta. Taki architekt jest trochę jak terapeuta, który ma za zadanie zaprojektować przestrzeń odzwierciedlającą jej mieszkańców. Realizacją takiego podejścia jest architektura najwyższej jakości. Spójna z człowiekiem i z krajobrazem. Zachwycająca w swojej mądrej skromności.

Piszę to wszystko trzymając w ręku kubek z miętową herbatą. Cieszę się jej orzeźwiającym smakiem. I świadomością, że te liście zerwałam we własnym ogródku. Grządki na zioła zbudowaliśmy ze starych desek po szalunku fundamentów. Coś, co wyrosło lokalnie i w warunkach naturalnych smakuje zdecydowanie inaczej. Lepiej. Podobnie jest z architekturą.

Jeśli żyjesz w podobnym rytmie lub chciałbyś włączyć jakieś elementy SLOW do swojej codzienności, podaj ten artykuł dalej. Może przyda się innym. I napisz koniecznie, czym dla Ciebie jest SLOW. Dla mnie to: spokój, poczucie, że jestem u siebie, że za niczym nie gonię, że wystarczy mi to co mam. A co Ty dopiszesz to tej listy?

Pin It on Pinterest

Share This

Share This

Share this post with your friends!