Pierwsze promyki światła wpadają przez rolety w oknach sypialni. Otwieram oczy. Przeciągam się leniwie w łóżku. Pozostali domownicy jeszcze śpią.  Wstaję i idę po kawę. To mój czas. Delikatnie wsuwam się do hamaka. Przywiozłam go z wakacji na Belize. To raj. To po prostu jedno z tych miejsc na świecie, które zapiera dech w piersiach. W których człowiek czuje się mały i jednocześnie szczęśliwy w obliczu ogromu piękna, które go otacza. Na Belize nikt się nie spieszy. Tam gdzie byliśmy nie ma ani samochodów, ani dróg pokrytych asfaltem. To stamtąd przywiozłam swój hamak. Jest duży. W duże, kolorowe pasy. Niczym spódnica łowicka. I podobnie jak ona tkany ręcznie. Zapadam się w nim głęboko. Buja się w nim moje ciało. I głowa. Zamykam oczy. Odpływam. Znowu jestem tam. Na rajskiej wyspie. W domku na plaży. Na twarzy czuję powiew oceanu. Słyszę lekki szum fal. Oddycham. Czuję wdzięczność. Ciepło. Radość. I spokój. To będzie piękny dzień.


Od kiedy pamiętam (już jako dziecko) czułam, że najważniejsze jest dla mnie to, żeby żyć jak na wakacjach każdego dnia. Dziś – mimo upływu lat – nadal czuję tak samo.

Jeśli ktoś poprosiłby mnie, żeby stworzyć piktogram wakacji, to byłby to właśnie hamak. To mój codzienny rytuał. Coś, co mnie relaksuje. W hamaku czytam, myślę i marzę. Bujając się w nim uspokajam myśli i właśnie wtedy przychodzą mi do głowy najbardziej odjechane pomysły. Tak naprawdę to od samego patrzenia na hamak czuję się lepiej. Wakacje dla mnie to bycie na luzie, kontakt z przyrodą, chodzenie na bosaka i bujanie w obłokach. Nic dziwnego, że w moim domu wiszą hamaki. Jak te obłoki. A ja w nich bujam. I nie zamieniłabym tego za nic na świecie. Głoszę hamakową ewangelię, bo szczerze wierzę w dobroczynny wpływ hamaków na życie człowieka. To dlatego moi bliscy zwą mnie „matką boską hamakową”.

Potrzebuję niewielkiej ilości rzeczy. Mogę nie mieć kanapy, telewizora, fotela i wielu wielu innych mebli typowych dla pokoju dziennego. Wystarczy mi hamak. Ma on tą magiczną moc, że może pojawiać się i znikać. Można  go w każdym momencie powiesić i zdjąć. To daje ogromną wolność w aranżacji wnętrza. Salon jest pusty od mebli, po przesunięciu stołu z kuchni na sam jego środek zamienia się w jadalnię. Kiedy przychodzą goście  na wspólne oglądanie filmów lub pogaduchy, rozwieszamy cztery hamaki. Jest lato – kolejne cztery na tarasie. I tak mamy imprezę hamakową. Tak działa dom mobilny. Ma moc zmian. Przesuwania czy składania mebli, zawieszania rzeczy na ścianach czy suficie. W zależności od nastroju.

Hamak to mój przepis na minimalizm. Niektórzy liczą swoje rzeczy. Mają ich 100 lub 50. Moim zdaniem nie o ilość tu chodzi, ale o fakt, żeby nie być ich niewolnikiem. I w świecie, który zachęca do tego, żeby kupować, kupować, kupować… znać swoje potrzeby. Doceniać te rzeczy, które już mamy. Znajdować na nie odpowiednie miejsce. Fakt, że posiadamy mniej, pozwala nam zobaczyć więcej. Całkiem tak, jak na wakacjach, gdy mamy mało rzeczy wokół siebie i dzięki temu czujemy się wolni.

Hamak jest dla mnie sposobem na ograniczenie ilości rzeczy, które posiadam i na niespieszne życie. A jak to jest u Ciebie? Co Tobie zapewnia relaks i odpoczynek? Jeżeli nie wiesz, wykonaj poniższe ćwiczenie.


ĆWICZENIE: Usiądź lub połóż się wygodnie. Poczuj, że nigdzie się nie spieszysz. Możesz zamknąć oczy. Przypomnij sobie swoje ostatnie wakacje, albo te najfajniejsze, w tropikach, albo pod namiotem, w górach czy nad morzem. Sam wiesz najlepiej. Wstajesz rano i co robisz? Jak wygląda Twój dzień? Jak się czujesz? Skup się na zmysłach. Co widzisz? Co czujesz? Co Ci się pojawiło pod powiekami? Co z tego możesz przenieść do Swojego domu? To może być zapach kwiatów. Kolor zielony. Poranna kawa na tarasie. Dotyk drewna pod stopami. Szum drzew. Śpiew ptaków. Szemranie potoka. Co z tego możesz wprowadzić do swojej codzienności?

PRZYKŁAD: Weronika i Zuza wprowadziły do swojego mieszkania Bieszczady. To jest ich symbol wakacji. I te wakacje przeniosły do domu. Zgłosiły się do mnie jakieś pół roku temu, mama z córką, i poprosiły o projekt wnętrz. Ich nowe, przestronne, dwukondygnacyjne mieszkanie miało w zasadzie tylko jeden mankament – długi korytarz. Ciągnął się od drzwi wejściowych do salonu i kuchni. Trzeba go było pokonać, aby dostać się do każdej części mieszkania. I tak codziennie, po kilka razy. Weronika i Zuza uwielbiają wspólne wypady w Bieszczady. Wędrówki po szlaku. I kontakt z naturą. Podążając tym tropem dotarliśmy do rozwiązania na to, jak zamienić długi, monotonny korytarz w leśną ścieżkę. Wzdłuż jednej długiej ściany zaprojektowaliśmy drewniane skrzynki wypełnione mchem i roślinami, a po drugiej stronie znalazły się zdjęcia z górskich wypraw. Przypięte drewnianymi klamerkami do bielizny. Pomiędzy nimi kaskadami opadały szklane kule z zielenią, a znad listwy podłogowej wyrosły naścienne nadruki z liści paproci. Sufit – z małymi kulistymi lampkami – wyglądał jak rozgwieżdżone niebo. Pod stopami drewniana podłoga. I tak podążając leśną ścieżką przyszłe mieszkanki będą docierać od wejścia do salonu otwartego na kuchnię. A tam czeka na nie błogie lenistwo. Hamaki, pufy i leżanki. A wszystko to za sprawą długiego korytarza, który początkowo stanowił najmniej atrakcyjną część mieszkania. Kilka zabiegów uczyniło go najważniejszym elementem codziennej wędrówki. Jeśli chcesz zobaczyć projekt „leśnej ścieżki”- kliknij w obrazek poniżej.

Tak powstają wnętrza w których czujemy się dobrze. Tworzymy je my i nasze wspomnienia z wakacji.

Projektując zawsze szukam odpowiedzi na pytanie, co relaksuje moich klientów. Co ich wspiera. Co zrobić, żeby nie musieli wyjeżdżać na wakacje by uciekać, odpoczywać i odreagować od swojej pracy. Swojej codzienności.  Jak stworzyć im warunki takie, które ich wspierają. W pracy. W domu. W życiu. Dobre. Relaksujące. Takie, żeby powrót do domu był beztroski jak wakacyjny odpoczynek.

W oddali słyszę tupot małych stóp. To Stasio. Mój dwulatek. Wieczorem wspólnie bujamy się do snu. Żeby się ukoić. I poczuć razem. Wtapiam się w blond czuprynę mojego synka. Czuję że powoli odpływa w sen. Zamykam oczy i pozwalam sobie odpłynąć w krainę marzeń. Tulę go mocno do serca. Po chwili wstaję i delikatnie układam Stasia w łóżeczku. Sama też czuję, że jestem gotowa na odpoczynek. Lubię codzienne rytuały. Lubię mieć coś, co otwiera i zamyka mój dzień. Mój dzień jak na wakacjach.

 

Pin It on Pinterest

Share This